Można sądzić, bo zmianie stylistyki okładki nowego wydawnictwa Xiu Xiu, że amerykański zespół ukierunkował się w stronę minimalistycznego popu z okolic The xx. Wręcz przeciwnie. Jest nieprzyjemnie, hałaśliwie, odpychająco, ale przy tym trochę nudno. Bo jak długo można bawić się w prowokatora?
Osoby, które lubią iść na łatwiznę, najczęściej określają muzykę Xiu Xiu mianem eksperymentalnego indie. To trochę krzywdzące dla mózgu operacyjnego - Jamiego Stewarta. Ten pan robi wszystko, by odciąć się od uwspółcześnionego indie. Mam na myśli całe pokolenie zespołów alternatywnych, które silą się na ugrzecznienie lub pozorną niezależność. Xiu Xiu jest zespołem zdecydowanie innym. Mało słychać o nich w mediach, raczej nie są ulubieńcami Pitchforka. Sam skład dopełnia enigmatyczności ekipy o dziwacznej nazwie. Jak wspomniałem, jedynym stałym członkiem bandu jest Jamie Stewart - gość niezwykle konsekwentny. Przypomina on podstarzałego proroka moderny, która wciąż wierzy w śmierć melodii. Dla niektórych muzyków harmonia dźwięków jest Bogiem. Stewart bawi się w krzewiciela poglądu, że to płyty Xiu Xiu przyspieszają śmierć wszystkiego, co łagodne, wypolerowane i grzeczne. Od 14 lat używa wciąż tych samych narzędzi. Jaki efekt słychać na "Angel Guts: Red Classroom"?
Xiu Xiu nigdy nie było aż tak perwersyjne. Muzycy przybierają pozy dźwiękowych psychopatów, którzy boleśnie dotykają wszystkiego, co kojarzyliśmy z subtelnością i intymnością. "Angel Guts" wypełnione jest elektroniczną ścianą dźwięku, która ma odpychać i fascynować z podobną siłą. Niestety, proporcje zostały dość nieprecyzyjnie wyważone. Więcej tutaj mało odkrywczej monotonii, mniej tej fascynacji. Choć oczywiście można wyłapać momenty, które przyciągają uwagę wyrobionego słuchacza. Do takich perełek należy utwór "Stupid in the Dark". Kompozycja o dość sztampowej, wręcz prymitywnej strukturze: coś na kształt rytmicznych zwrotek okraszonych zalążkiem czegoś podobnego do refrenu. Celowo nie konkretyzowałem, bo cała muzyka Xiu Xiu właśnie polega na takich dźwiękowych niedomówieniach. Stewart przypomina dadaistę, który lepi różne prymitywne motywy w abstrakcyjną całość zakorzenioną w naszej codzienności. Kiedy kiełkuje jakaś melodia, Stewart nie zapomina o błyskawicznej destrukcji. Stąd dużo na płycie łamanych rytmów łatwo przechodzących w dźwiękowych trans zahaczający o elektroniczną psychodelię. "Stupid in the Dark" to najlepszy dowód na perwersyjność stylu Xiu Xiu. Nasze uszy są nieustannie atakowane nieprzyjemnymi, kąśliwymi i hałaśliwi odgłosami, ale nasza podświadomość odnajduje w tym szaleństwie metodę. Niezwykle taneczną metodę, należy zaznaczyć. Nie obraziłbym się na taki utwór znajdujący się na najbliższej playliście nośnej stacji radiowej. Kolejna perełka na "Angel Guts" to utwór zatytułowany "Adult Friends". Tutaj mniej dadaizmu, a więcej barokowego kolażu. Oprócz opętańczej melorecytacji, pisków, krzyków, śmiechu, mamy także szept oraz odgłos sponiewieranej świni. To muzyka gwałcąca ciszę i harmonie - wszystko to, co nasz kodeks kulturowy odnotował jako przyjemne i tradycyjne. Nie mam pojęcia skąd bierze się taki radykalizm twórczy Stewarta, ale niech trwa w tym jak najdłużej. Ciężko zaszufladkować te dwa najlepsze utwory na płycie. Niby sporo tu noise'u, sporo eksperymentu, ale nad wszystkim unosi się specyficzna aura współczesnego performance'u. Gdyby cała płyta Xiu Xiu zachowała poziom "Stupid in the Dark" i "Adult Friends", śmiało pokusiłbym się o stwierdzenie, że "Angel Guts: Red Classroom" to wielkie dzieło współczesnej alternatywy, to wielkie dzieło na miarę kontrowersji Mariny Abramović. Niestety, to wciąż marzenia.
Zbyt dużo wypełniaczy, które lekko przeszkadzają w konceptualnym odbieraniu albumu. Muzyka Xiu Xiu jest silnie zakorzeniona w teraźniejszości, więc sporo tutaj skojarzeń z konsumpcjonizmem i masowością. Kolejne płyty zespołu dowodzonego przez Stewarta mają być ciosem dla takiej mentalności. Stąd regularność ich wydawania i wiara muzyków w sens ich misji. Jednak muszą się wystrzegać takich dźwiękowych wypełniaczy, które nie dość, że są po prostu nudne, to swoją kompozycyjną sztampą i naiwnością niebezpiecznie dryfują w stronę współczesnego kiczu okraszonego hałaśliwą elektroniką. Większość utworów nieźle się zapowiada, mami słuchacza niecodzienną strukturą bądź rytmiką, lecz potem wszystko gdzieś odpływa. Zbyt dużo muzycznych elementów się rozchodzi - mało współgrania i spójności. Ok, ktoś powie, że taki przepych dowodzi muzycznej erudycji autorów. Ja jednak twierdzę, że to dowód niezdecydowania i bombardowania odbiorcy różnymi pomysłami, które niekoniecznie muszą iść w parze z jakością. Jeszcze jeden zarzut dotyczy porównania nowej płyty z poprzednimi dokonaniami. Wciąż mamy lekkie déjà vu. "Angel Guts" bazuje na schematach znanych z wcześniejszych albumów. A szkoda, bo mamy przecież prawo oczekiwać, że zespół po kilkunastu latach na scenie, odważy się na delikatną woltę stylistyczną, nie zabierając pierwiastków radykalności. I tu zachodzi największy paradoks Xiu Xiu. Stewart jest na tyle doświadczonym artystą, że po prostu nie wypada mu ufać w zbawczą moc kontrowersyjnej strony jego twórczości, której wciąż brakuje tej cząstki geniuszu. "Angel Guts" ma momenty, w których muzycy krążą wokół sfery chaosu, lecz nie potrafią jej ujarzmić, podporządkować. A szkoda, bo "El Naco" lub "The Silver Platter" są skażone i zarysowane przez poprawność rzemieślniczej pracy bez wznoszenia się na wyżyny artyzmu.
"Angel Guts: Red Classroom" to album spięty noise'ową klamrą kompozycyjną. Jednak muzyczne wnętrze nowej płyty Xiu Xiu tylko uwodzi pozorną różnorodnością. Wielka szkoda, że nie starczyło zapału i cierpliwości, by tworzyć więcej utworów pokroju "Stupid in the Dark", "Adult Friends" czy chociażby "Botanica de Los Angeles" (kawałek przynoszący chwilę wytchnienia, bo jest czymś na kształt industrialnego chillwave'u). Xiu Xiu to muzyczny produkt dla koneserów elektronicznych szumów, dropów i innych udziwnień. Choć chaos na "Angel Guts" jest tylko pozornie kontrolowany.
PS. Celowo nie wspomniałem o utworze "Black Dick". Niech każdy zinterpretuje to "coś", jak chce. Ja nie potrafię. Nie chcę. Nie wnikam. Śpię (prawie) spokojnie. Taki Freud brałby takie kompozycje w ciemno.

W samą porę! Akurat zdążyło mi się przejeść Die Antwoord i potrzebowałam nowego rodzaju hałasu w swoim życiu, dziękuję :D
OdpowiedzUsuń