1. KRÓL - Szczenię
No cóż. Balonik o nazwie tej królewskiej nazwie nieznośnie urósł do rozmiarów monumentalnego zeppelina. Gdy odrzucimy całą marketingową otoczkę, otrzymamy esencję, która po omacku podąża za zachodnimi trendami. Ten singiel to polska odpowiedź na dream pop z okolic Beach House. Wszystko okraszone elementami lo-fi, ambientową elektroniką przypominającą o macierzystym zespole Króla. Sporo tu także poszukującego, rojkowatego marzycielstwa z tych mniej znanych oblicz Myslovitz. Nowatorstwo zostało zastąpione dobrym wykonaniem i nutką nadwarciańskiej melancholii.
2. Pablopavo i Ludziki - Dancingowa Piosenka Miłosna
Nowa płyta Pablopavo miała swoją premierę pod koniec stycznia. Za oknem mróz. W głośnikach także chłód. Niby piosenka o miłości, niby o uczuciach, niby o czymś miłym, ale nad wszystkim dominuje wrażenie ogromnego zdystansowania się. Śpiew bez pasji, jakby od niechcenia. To nie zarzut, lecz zwrócenie uwagi na specyfikę muzyki tworzonej przez Pawła Sołtysa. Singiel ten eksploruje dancingowe tereny znane z nowszych dokonań Macieja Maleńczuka. Nawet barwa głosu zbliżona do naczelnego barda Rzeczpospolitej. Sama rytmika, melodia bardzo przyjemnie buja. Brawa również za tekst - bez sentymentalizmów, bez głębokich wyznań. Mimo dystansu wokalisty, kompozycja ta potrafi porwać nawet najbardziej najtwardszych przeciwników tańca.
3. Artur Rojek - Beksa
Ostatnimi czasy głośno było o zespole Myslovitz. Pożegnania, nowości, nietrafione rozwiązania. W tym wszystkim brakowało charyzmatycznej postaci Artura Rojka. Solowa twórczość i organizacja festiwalu - tym obecnie zajmuje się nasz polski Thom Yorke. W lutym mogliśmy usłyszeć singiel z solowej płyty pana Artura. "Beksa" to subtelne, delikatne, efemeryczne rozliczenie z przeszłością, z własnym sobą. Utwór ten nie nuży, nie narzuca się słuchaczowi. To kawałek, który lubi być odkrywany w nieoczywisty sposób. Pod płaszczykiem muzycznej oszczędności, kryje się przebogaty zestaw ulotnych melodii i zagrywek instrumentalnych. Tekst również mocno typowy dla Rojka - bez zbędnego storytellingu, bez zbędnych wersów. "Beksa" to coś z okolic Mozila i Roguckiego. Mimo drobiazgowych podobieństw, została zachowana muzyczna odrębność.
4. Skubas - Nie mam dla ciebie miłości
Pretendent do piosenki roku w naszym muzycznie oszczędnym kraju. Największa anty-ballada Rzeczpospolitej? Bez cienia wątpliwości, Skubas wyrasta na czołową postać polskiej sceny muzycznej. Po świetnym debiucie - "Wilczełyko", fani drżeli o formę muzyka. Ten czterominutowy zwiastun nowej płyty rozwiewa wszelkie wątpliwości. Skubas tworzy nową jakość. Połączenie liryzmu z polską szorstkością. Symbioza urzekającej bezpośredniości bez cienia sztampowości i koturnowości z post-grunge'owym zapałem gitarowym. A wszystko to kończy masywna ściana dźwięku znana z okolic shoegaze'u. Brzmienie jest autentyczne, bez grama sztuczności. Wypada się przy tym utworze wzruszyć. Jest prawdziwy, co słychać nawet w sąsiednim pokoju.
5. Pustki - Po omacku
Nowa płyta zespołu Pustki to jedno z największych rozczarowań muzycznych 2014 roku. "Safari" to próba radykalnego zerwania z dotychczasowym wizerunkiem. Porzucono liryczną, poetycką melancholię. Zostawiono naszych kochanych wierszokletów. Niestety, przy tym wszystkim utracono pasję, autentyzm i skłonność do pisania zgrabnych melodii. Praktycznie cała płyta balansuje między nieznośnym infantylizmem a brakiem chwytliwości. Ciężko zapamiętać coś na dłużej. Jedynym plusem jest utwór "Po omacku" - delikatna ballada zaśpiewana przyjemnym męskim wokalem. Dojrzałość tekstowa łączy się z minimalizmem muzycznym. Kawałek ten pozbawiony jest sztucznego entuzjazmu, który wyłaniał się ze struktury poprzednich piosenek. Szkoda, że Pustki zawiodły. Dobrze, że zostawili nam jeden bardzo przyjemny utwór. Chociaż tyle.
6. Behemoth - O Father, O Satan, O Sun!
Tytan. Hegemon. Demiurg. Każde określenie pasuje do nowego oblicza Behemotha. Ekipa Nergala to najbardziej profesjonalny i konsekwentny zespół w Polsce. Możemy się wstydzić, że wciąż interpretujemy postać Darskiego jako demoniczna pacynka w rękach establishmentu. Nowy album jest tytaniczny, nie daje wytchnienia. Łamie rytmikę, zwalnia, by błyskawicznie przyspieszyć. Pulsujący bas tworzy niezbadane ścieżki. Dlaczego akurat ten siedmiominutowy utwór wybrałem do tego rankingu? Otóż pokazuje wszystko to, z czego słynie Behemoth na światową skalę. Monumentalność, epickość, pasja, muzyczna i literacka erudycja, krystaliczność produkcji oraz przeogromna wirtuozeria. Ten utwór potrafi wejść w człowieka - Nergal przestał się bać ambitnych melodii, które nadają muzyce jeszcze większego pazura.
7. Morowe - Oni przyjdą
Wciąż eksplorujemy scenę polskiego metalu. Morowe nie powinien być znany szerszej publiczności, ponieważ twórcy tego projektu pozostają w katowickim podziemiu. Śląska ziemia obfituje w artystów, którzy podążają ścieżką muzyki zapoczątkowanej w obskurnej Norwegii. Kiedyś Śląsk stał bluesem, teraz towarem eksportowym, obok węgla kamiennego, jest przede wszystkim black metal. Morowe nastawia się na poszukiwanie nowych rozwiązań. Rzadki jest prymitywizm instrumentalny, aranżacyjny lub tekstowy. Nihil - mózg tej grupy - podczas tworzenia materiału na nowej płycie, musiał być zafascynowany dokonaniami francuskiej sceny black metalu. Echa Deathspell Omega lub Blut aus Nord są bardzo słyszalne. Ale nowy album nie jest amatorską kalką muzyki wyżej wymienionych formacji. Bardzo wieloznaczne teksty towarzyszą nienagannemu wyszkoleniu technicznym - pełno tutaj zmian tempa, poszatkowania rytmicznego i epickiego riffowania w duchu chociażby Drudkh. Tak, słowiański okultyzm i demonizm sprawnie mieszany jest z zachodnim profesjonalizmem i muzycznymi nawykami.
8. Zamilska - Quarrel
Niektórzy powiedzą, że to nic specjalnego, że to zwykłe nowoczesne technoidy. Ktoś powie, że środowiskowy hype na Zamilską to marketingowy spisek, który mami prawdziwego odbiorcę i nie pozwala mu dojść do słusznego wniosku, że młoda producentka to nadwiślańskie odgrzewanie kotletów w studio. A ja powiem coś innego. Coś zdecydowanie innego. W kompozycjach Zamilskiej dominuje mocarna rytmika przeplatana dubstepowymi łamaczami. Wszystko to jest zanurzone w mrocznym industrialu. Stąd słyszymy przemysłowe odgłosy produkcyjnych taśm lub inne trudne do sprecyzowania odgłosy tła. Oprócz nowoczesnego techno, Zamilska łączy dynamiczną elektronikę z fascynacją plemiennymi rytmikami. Słuchacz ma wrażenie, że obcuje z pulsującą tkanką muzyczną, która wręcz chce rozsadzić głośnik od wewnątrz. Oprócz fascynacji industrialem, słychać echa audiowizualności - bunt i gender przy akompaniamencie nowoczesnego world music. Utwór ten najpełniej przybliża oblicze debiutu Zamilskiej - przepełniony jest niesamowitą ekspresją i dojrzałością kompozycyjną. Aha, warto zwrócić uwagę na video.
Tak tylko informuję, że jutro Król w amfiteatrze :D
OdpowiedzUsuńbtw. co uważasz za marketingową otoczkę Króla?
Ot, w różnych trójkach i czwórkach Król stał się numerem jeden w tematyce okołomuzycznej :)
UsuńI coś w tym złego? Rozumiem, gdyby chodziło o eskę, czy coś, ale pojawianie się w stacjach, które wymieniłeś to żaden dyshonor. Choć może mnie to nie drażni, bo raczej rozpiera mnie duma - znałam UL/KR zanim to było modne :D #hipsta
UsuńChodzi mi o fakt, że przez redaktorów itp. Król utożsamiany jest ze zbawicielem naszej sceny :) a to trochę przesada
UsuńKról - zbawiciel. W sumie pasuje xD
UsuńNie no, jasne, że troszkę przesada, bo dzieje się dużo innych fajnych rzeczy, ale wydaje mi się, że ogólny zachwyt nad nim nie umniejsza wartości jego muzyki :)
Dobra publicystyka, chętnie poczytam jeszcze :)
OdpowiedzUsuń