Lektura "Krwawego południka"
była moją pierwszą konfrontacją z prozą McCarthy'ego. Fakt,
amerykański twórca nie był dobrze znany w Polsce, a to za sprawą
późnego „odkrycia” jego książek. Dopiero kilka lat temu na
półkach księgarń zagościł najsłynniejszy utwór pisarza. Mowa
oczywiście o „Drodze”. Za nieszablonową wizję upadku
amerykańskiej cywilizacji, dostał nagrodę Pulitzera. Bracia Coen
zekranizowali jego kolejne dzieło, a mianowicie „To nie jest kraj
dla starych ludzi”. Sam obraz z pewnością zasługuje na osobny
wykład (w końcu Joel i Ethan to nie debiutanci). Wspomniana już
„Droga” również została niedawno przeniesiona na duże ekrany.
Ta częstotliwość kręcenia filmów na podstawie powieści tego
autora wynika z swoistej „kinowości” stylu pisania. Nie brakuje
natchnionych opisów przyrody, które wcale nie kłócą się z
dominującym mrokiem, podłością ludzkich charakterów. McCarthy w
Ameryce cieszy się szeroko rozumianą sławą. Paradoksalnie nie
wynika ona z braku poszanowania prywatności. Debiutował pod koniec
1965r, ale pierwszego telewizyjnego wywiadu udzielił, gdy miał 74
lata, czyli w roku 2007. Wtedy to Oprah Winfrey dyskutowała na temat
wcześniejszych książek ( jeszcze mało znanych w tamtym czasie) i
zapoczątkowała „boom” na twórczość tego genialnego pisarza.
„Krwawy południk” miał premierę
w 1985 r. Jak dotąd jeszcze nie został sfilmowany. Wszystko
dlatego, że proza McCarthy'ego przepełniona jest pewną dozą
brutalności i czasem nieuzasadnionej przemocy. Pomysł ekranizacji
zawsze będzie się wydawać kontrowersyjny, ze względu na
rygorystyczną cenzurę w niektórych krajach. A szkoda, bo "Krwawy
południk" to literatura, której konsekwentny styl może budzić
uznanie. To proza nie dla wrażliwych osób spragnionych łatwych
opowieści. Wystarczy zobaczyć krótkie równoważniki zdań, które
zdradzają co nas czeka w kolejnym rozdziale : „Drzewo Martwych
Dzieci”, „Ślady Masakry”, „Zamordowani w kościele”,
„Głowa kapitana”. Jaki jest sens takiego epatowania przemocą?
Zobowiązują do tego dwie rzeczy. Primo, akcja dzieje się na Dzikim
Zachodzie. Secundo, śledzimy losy bandy John Joela Glantona, który
jest postacią historyczną. Glanton - były żołnierz armii
amerykańskiej, później najemnik i twórca grupy łowców skalpów,
która plądrowała południowy zachód Ameryki, zapuszczając się w
połowie XIX wieku na terytoria Indian. Osobiście skłaniam się ku
opcji nazywania "Krwawego południka" antywesternem,
ponieważ w konstrukcji bohaterów brak cech manichejskich. Żadna
postać nie jest silnie zindoktrynowana. Każdy posiada własny,
niekiedy atawistyczny kodeks. Proza McCarthy'ego demaskuje i
demistyfikuje cały XIX wiek utrwalony w amerykańskiej mentalności.
Dziki Zachód przestaje być utopią, arkadią dla bogobojnych
mężczyzn i spragnionych przygód chłopców. Czytelnik dowiaduje
się okrutnej prawdy o postępowaniu białych. Jednak McCarthy nie
ucieka do reporterskiego pietyzmu, ponieważ preferuje stosowanie
paradoksu - demistyfikacja poprzez styl literacki przypominający
mistyczny realizm magiczny. Jedynym elementem jedności wśród
łowców skalpów jest wspólne odczuwanie tych samych popędów.
Podobnie jak u wielkich modernistów, postaci McCarthy'ego są
nieustannie szargane przez konflikt Erosa i Thanatosa. Jednak należy
zaznaczyć, że Eros to najczęściej gwałt i ulotność pożądania.
Thanatos to tylko i wyłącznie nieuzasadnione okrucieństwo wobec
bliźnich. Wszystko to potęguje wrażenie tragizmu grupy okrutników.
Każdy kolejny krok po pustyni to systematyczne zbliżanie się w
stronę fatum, nieznanego przeznaczenia. Autor książki pozostaje
tajemniczy - nie wskazuje jednoznacznej ścieżki interpretacyjnej. I
to właśnie jest największa zaleta "Krwawego południka".
Czytelnik godzi się na obcowanie z bohaterami i światem
przedstawionym dwuznacznie pod względem moralnym i etycznym. Chociaż
etyka to najczęściej wytarte pojęcie, które dla Sędziego Holdena
jest raczej abstraktem. W świecie książki rasizm jest fikcją. Na
tym polega naturalizm, który z pewnością jednych oburzy. McCarthy
nie buduje literackich pomników dla żadnej ze stron konfliktu o
Dziki Zachód, który w powieści naprawdę nie należy do miejsc,
gdzie człowiek może czuć się komfortowo.
Warto wspomnieć o stylu pisania.
Cormac McCarthy stworzył poemat. Wstrząsający, przerażający, ale
z drugiej strony ujmujący wrażliwością, matematyczną precyzją w
opisie zachodów słońca. Porównam to do zasady kontrastu. Między
scenami pogromów rdzennej ludności, jesteśmy świadkami
romantycznych zjawisk. Autor sprawnie posługuje się odniesieniami
biblijnymi. Choć wydaje się to sprzeczne, taki język idealnie
współgra z krajobrazami usłanymi trupami. Pozwolę sobie na drobny
cytat: „(…)stoczył się w dół po ścianie kanionu, a zawartość
koszów wyleciała bezgłośnie w gorące suche powietrze. Spadał w
słońcu i cieniu, obracając się w samotnej pustce, aż zniknął w
zimnej niebieskiej przestrzeni, która odarła go ze wspomnień w
umyśle wszelkiej żywej istoty.”*. Posługując się
intertekstualnością tekstów współczesnej literatury, można
dostrzec analogię do upadku Lucyfera lub lotu Ikara. Lucyferycznych
odniesień jest więcej. Sama kreacja Sędziego nosi wiele takich
znamion - monumentalna sylwetka, biel i moralna dwuznaczność.
Cytowany upadek i lucyferyczne cechy bohaterów można interpretować
jako literacki rozrachunek z człowieczeństwem. McCarthy nie
pozostawia złudzeń, co do iluzoryczności ludzkiej potęgi. Każda
potęga ma swój kres, stąd jedynym pewnikiem jest nieuchronna
efemeryczność człowieka. Amerykański krytyk literacki, Harold
Bloom postawił tezę, iż postać Sędziego to najbardziej
przerażająca kreacja literacka w amerykańskiej prozie. Można
różnie interpretować tą postać. Czy to jest ucieleśnienie
Szatana? Czy może to bohater ludzkości? Świadczą o tym fragmenty
dotyczące osobliwego przerysowywania przedmiotów do notatnika, by
potem to zniszczyć. W jego rękach ważyły się losy nieznanych
osób. Odbierał życie lub je darował. Jak już wcześniej
wspomniałem, autor książki nie odpowiada na te pytania,
zostawiając czytelnika z ogromną niewiedzą.
„Krwawy Południk” mogę porównać
do Biblii (poetyckość i mistyczność), „Jądra ciemności"
(motyw wędrówki, mroku, zagłębiania się w dalsze okrucieństwo),
„Boskiej Komedii” (kolejne rozdziały to nowe kręgi piekła). To
powinno starczyć za rekomendację. Jednak pragnę zaznaczyć, że
nie każdemu się spodoba takie połączenie. A to ze względu na
totalny nihilizm, którego siewcą jest Holden. Brak jakichkolwiek
wartości w świecie bazującym na atawizmie tworzy boską symbiozę
z mistyką i poetyckością. Gdyby nie fachowość warsztatu
literackiego McCarthy'ego, takie połączenie okazałoby się
nieprzyswajalne. Jednak amerykański prozaik nie ustrzegł się
drobnych potknięć. Do najważniejszych należy zaliczyć rozmiar
powieści i nieznośne uciekanie w epickość. Kłóci się to z
ogólnym założeniem problematyki. Autor powiela także błąd z
poprzednich swoich wydawnictw, a mianowicie znów w pewnych momentach
to przyroda staje się głównym bohaterem, co spowalnia tempo akcji.
Na dłuższą metę takie dysonanse mogą okazać się męczące dla
czytelnika, który nie miał nigdy do czynienia ze stylem powieści
sygnowanych nazwiskiem McCarthy'ego.
"Krwawy południk" przeraża,
zarazem fascynuje. Obnaża wszystkie iluzje człowieczeństwa i
solidaryzmu. Zmusza do ponurej refleksji nad upadkiem cywilizacji,
człowieczeństwa. Absolutnie polecam. Szczególnie fanom Faulknera,
choć McCarthy jest mniej sentymentalny i bardziej radykalny w swoim
demaskatorstwie.
*Cormac McCarthy, „Krwawy południk”,
wyd. Wydawnictwo Literackie, 2010.

Ooo, mam to na swojej liście :)
OdpowiedzUsuńBędzie na przyszły tydzień :D
Chętnie przeczytam Twoją opinię :)
Usuń