Główny bohater powieści, Jake Epping, to typowy everyman. Szary element bezbarwnego tłumu, który zalewa chodniki wielkich aglomeracji. Raczej nie powinien oczekiwać, że znajdzie się śmiałek zdolny ująć jego przeciętność w tomach bestsellerowej biografii. Jake ma 35 lat i wydaje się być typowym przedstawicielem średniej klasy w Stanach Zjednoczonych. Bardzo ograniczone perspektywy, które i tak szybko ulegają destrukcyjnej sile rzeczywistości. Bohater, z którym czytelnik musi obcować przez ponad 800 stron książki, uczy języka angielskiego w szkole oraz dorabia, prowadząc kursy mające przygotować dorosłych do zdania matury. Jego żona, która go porzuciła, bez ceregieli uważała Jake'a za życiowego nieudacznika. Życie nauczyciela nie obfituje w niespodzianki, jest raczej do bólu nudne i przewidywalne. Musi on nieustannie zmagać się z przeciętnością swojej pracy. Jedynym wytchnieniem od schematyzmu jest czas wakacji, które polegały na bezrefleksyjnej migracji między stanami. Narracja pierwszoosobowa potęguje wrażenie konfesyjności tej powieści. Jake jednocześnie niczego więcej nie oczekuje od życia i skarży się na nudną regularność jego działań zawodowych i prywatnych. Wspomina pewien dzień, kiedy zadał swoim uczniom pracę domową - napisanie typowo szkolnej historii, która miała przetestować zdolności gramatyczne przygotowujących się do matury z języka angielskiego. Od jednego ze swoich uczniów, otrzymuje wstrząsający zapis przeżyć. Uczeń - Harry Dunning - streścił makabryczne wydarzenia, które miały miejsce w jego własnym rodzinnym domu pięćdziesiąt lat temu. Harry uczestniczył wtedy w masakrze jego rodziny. To jego ojciec zafundował bliskim taką rzeź. Z reporterską precyzją uczeń ujął wszystkie szczegóły tego zdarzenia - zatłuczenie młotkiem matki i braci, pobicie siostry aż do utraty przytomności. Jake Epping bardzo poważnie potraktował ten zapis opowieści. Podświadomie czuł, że jego przeznaczeniem powinna być wendetta za krzywdy Harry'ego - mało błyskotliwego woźnego ze szkoły, który był pośmiewiskiem całego personelu i innych uczniów. Przeciętne życie Jake'a nabiera w tym momencie lekkiego przyspieszenia i rozmachu godnego filmów klasy B. Czytelnik oczekuje typowego kryminału, który posiada głęboko osadzony wątek osobistej zemsty. Jednak Stephen King poszedł trochę w innym kierunku. Trochę nienaturalnie splótł historię Eppinga z postacią jego znajomego - Al'a, właściciela bistro oferującego tłuste hamburgery w niskich cenach. Ta para jakoś ze sobą nie współgra, stężenie życiowej nieporadności jest mało przekonujące. Wkrótce Al dzwoni do głównego bohatera, by ten błyskawicznie udał się do jego domu i wysłuchał jego historii. Jake posłusznie wciela rozkaz w życie i udaje się do kwatery sprzedawcy fast-foodów w mało przedsiębiorczej okolicy. Okazuje się, że sprawcą tego całego zamieszania, jest nowotwór Al'a. Dni przyjaciela Jake'a są policzone, więc ten zgadza się na wysłuchanie jego opowieści. Coś za dużo pokory i konformizmu w tej postaci, moim zdaniem. Nauczyciel dowiaduje się, że w spiżarni podrzędnego sprzedawcy hamburgerów mieści się portal do roku 1958. Nie wiem jaki był zamysł autora, ale całe zawiązanie akcji wydaje się nieco absurdalne i mało przekonujące. King przypomina starego domokrążcę, który próbuje wcisnąć mało użyteczny towar w bardzo zniechęcającej oprawie. Wstęp nie wciąga tak samo, jak początki poprzednich powieści autora "Carrie". Wątki są skonstruowane chaotycznie, brakuje atmosfery oczekiwania suspensu i grozy. Cała historia z przenosinami w czasie została wyłożona bezpośrednio odbiorcy. Czytelnik nie ma wrażenia, że uczestniczy w wydarzeniach, podglądając działania bohaterów przez wąską dziurkę od klucza. Raczej jesteśmy w literackiej piaskownicy, gdzie leżą porozrzucane bezładnie wątki i kreacje postaci. Trzeba głębokiego sentymentu do stylu Kinga, by przebrnąć przez niemrawy początek i oczekiwać czegoś więcej w następnych rozdziałach. Ja miałem takie zaufanie do pomysłowości powieściopisarza, więc zabrałem się za czytanie kolejnych fragmentów.
Umierający Al prosi swojego przyjaciela o przysługę. Nauczyciel angielskiego został predestynowany do roli zbawcy ludzkości, a przede wszystkim mesjasza narodu amerykańskiego. Jake musi uchronić Kennedy'ego od zamachu. Musi zmienić przeszłość. Oczywiście wiążę się to z ogromnym ryzykiem, ale Epping chyba w poprzednim wcieleniu był homeryckim herosem, bo niemal błyskawicznie zgadza się na udział w tym szalonym zadaniu. Godzi się na porzucenie dotychczasowego życia i zanurza się w odmętach historii. Do tego momentu brzmi to wszystko, jak surrealistyczne majaki oddanego fana literatury science-fiction, który postanowił stworzyć kolejne wiekopomne dzieło będące jedynie mało błyskotliwym pastiszem tego gatunku. Epping pragnie pomścić rodzinę kulejącego woźnego, a potem powstrzymać Lee Oswalda przed egzekucją Johna Kennedy'ego. Brzmi to lekko niedorzecznie, bo przecież pamiętamy, że Jake to everyman bez takiej ambicji godnej herosów z komiksów Marvela.
Na pewno należy oddać szacunek Kingowi, który przyznaje się do tego, iż przeczytał całe kilogramy książek historycznych, popularnonaukowych, spiskowych, które obnażają prawdę i szczegóły zamachu zaplanowanego przez Oswalda. Widać to w szczególności w końcowej fazie powieści, gdy narrator z kronikarskim zapałem punktuje kolejne szczegóły z biografii zamachowca. Psychologizacja radykalnego lewicowca została przeprowadzona bardzo precyzyjnie i przekonująco. Oswald nie jest papierowym bohaterem, który sam zaplanował swoją rolę do odegrania w historii. King sumiennie odnotował fakt, iż nowoorleańczyk był praktycznie opętany ideą rewolucjonizmu przez inne osoby, z którymi przebywał. Bardzo dobrze wypadają te fragmenty książki, w których można przeczytać o wewnętrznych rozterkach jego żony - Mariny. Lee Oswald przypomina lekko prymitywizującego intelektualistę, który pragnie w końcu odciąć się od wpływów lewicowych przyjaciół. Końcowe rozdziały czyta się jak fabularyzowany podręcznik do historii najnowszej. Narrator perwersyjnie odkrywa wszystkie zakamarki umysłu Oswalda. Główny bohater także jest pod nieustającym wpływem tej osoby, choć nigdy go nie widział. Jednak w kontekście całości powieści, King nie jest konsekwentny, ponieważ ta popularnonaukowa część "Dallas '63" nie pasuje do pozostałych fragmentów, które tworzą lekko chaotyczną mozaikę różnych wcieleń Kinga jako powieściopisarza.
Już precyzuję, jakie inne części powieści miałem na myśli. "Dallas '63" można podzielić na trzy części. Pierwsza z nich to klasyczna powieść kryminalna z marginalnym wątkiem science-fiction (podróż w czasie i zmiana przeszłości). W tym fragmencie Jake próbuje uratować rodzinę Dunningów od masakry. Prowadzi prywatne śledztwo, nie bacząc na konsekwencje. Próbuje zawiązać znajomości, które jednak nie mają prawa przetrwać. Jake, próbując przetrwać w tej nieznanej rzeczywistości, dostosowuje się do notatek Al'a, który zostawił mu np. wyniki zakładów sportowych. Ta część jest całkiem udana, choć zdarzają się lekkie niedociągnięcia w kwestii kreacji świata. Wszystko zostało zbyt spłycone i spłaszczono - brak przekonujących charakterów. Każda postać jest na tyle amorficzna, że prędko o niej zapominamy. Warto odnotować, że historia miasteczka, w którym mieszka rodzina Dunningów jest niemalże kalką z powieści "To". Wątek morderstw popełnianych na dzieciach można interpretować jako pomost spajający dwa światy pisarstwa Kinga - ten miniony, przepełniony grozą i ten współczesny, nieco bardziej obyczajowo-sentymentalny. Oczywiście, takie wzorowanie się na własnych książkach przypomina ucieczkę w łatwe rozwiązania, które sprawiają wrażenie ulegania schematyzmowi. Druga część składa się z najlepszych fragmentów "Dallas '63". Zawsze doceniałem Kinga jako wybitnego kreatora charyzmatycznych postaci kobiecych, jednak tutaj pisarz zawędrował na sam szczyt własnego talentu. Wątek uczucia Jake'a i Sadie Dunhill jest autentycznie piękny, pozbawiony pretensjonalności, urzekający swoją prostotą i szczerością. Postać Sadie ulega metamorfozie. Jake najpierw spotyka piękną, lecz nieśmiałą bibliotekarkę. Im bardziej wiążą się ich emocje, tym mocniej zarysowuje się owa przemiana: Sadie zrzuca płaszczyk nieśmiałej dziewczyny z prowincji, by zostać pewną siebie kobietą, która nie wstydzi się kokietować swojego kochanka. Do najpiękniejszych fragmentów można zaliczyć moment, kiedy kształtuje się ich prywatny język miłości. Nie trzeba wielkich fabuł, by stworzyć tak piękny motyw miłości, która jest zdolna przetrwać dosłownie wszystko. King jako cichy i subtelny romantyk? Sadie jest w stanie przetrwać nawet to, że Jake podaje się za kogoś, kim nie jest. Został przedstawiony frapujący paradoks: silny i emocjonalny związek dwojga ludzi, który ma fundamenty tylko i wyłącznie w nieszczerości i oszukiwania jednej ze stron. Jednak tutaj znów mamy do czynienia z niepotrzebną kalką. Motyw szalonego męża-psychopaty nie wydaje się uzasadniony, a czytelnika wręcz odpycha swoim schematyzmem. Aż chce się zaapelować do pisarza, aby nie robił z "Dallas '63" epickiego, długiego przewodnika po całej swojej twórczości. Trzecia część powieści to wcześniej wspomniane zapiski niemal kronikarskie, z mnogością szczegółów wyjętych z życia Lee Oswalda. W porównaniu z cudowną drugą częścią, te fragmenty są trochę rozczarowujące. A w szczególności zakończenie całej opowieści, które razi swoją oczywistością.
Stephen King popada w sentymentalizm. Z pietyzmem stworzył wizję utopijnej przeszłości. Jego książka miała być hołdem dla czasów minionych. I jest, z całą pewnością. Tylko, czy ten hołd ma jakąkolwiek wartość dla czytelnika? King nigdy nie pragnął zbawiać współczesnej literatury. Wolał pozwolić odbiorcy rozkoszować się jego wyobraźnią. Tym razem wyobraźnia Króla nieco zawodzi. Oczywiście, nie da się stworzyć powieści, która będzie pozbawiona wątków, które jakoś epizodycznie pojawiały się w innych dziełach autora. Jednak "Dallas '63" jest zbyt natrętny, jeżeli chodzi o takie powielanie. Należy zaznaczyć, że nie jest to tragiczna książka. Mało konsekwentna, z mnogością niepotrzebnych opisów (na przykład fragmenty dotyczące obserwacji domów bądź walki bokserskiej), ale posiadająca momenty, które przyciągają czytelnika. I kto kilkanaście lat temu przypuszczałby, że King będzie hipnotyzować nie grozą, a obyczajowością, sentymentalnością i miłością?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz