Przyznam się bez bicia, że mam sentyment do piątki postawnych Szwedów. Za to, że odkryli na nowo power metal. Za to, że nie szpikowali swoich utworów falsetem. Za to, że pokazali, gdzie miejsce plastikowych mieczów. Za to, że połączyli muzykę ze skrajnym konsumpcjonizmem i reklamą. I to ostatnie powoli ich gubi. Sabaton zamienił się w muzycznego Uroborosa, który medialnie jest wciąż na topie, ale artystycznie zatracił świeżość. Uroborosa, który wcale nie odradza się, a wręcz dogorywa w blasku dawnej chwały. Przypomina trupa w szafie, którego nie wypada usunąć. Z sentymentu.
Zanik formy zwiastował już poprzedni album - "Carolus Rex". Porzucono narrację wyjętą z czasów II wojny światowej i skupiono się na historii Szwecji. Bo historie opiewane w tekstach właśnie dotyczą ichniego złotego wieku. Nie chcę się rozpisywać, więc powiem w skrócie, że imperialiści szwedzcy mieli naprawdę wielkie marzenia. Dwa lata po premierze tego krążka, fani mogą już obcować z jego następcą. Czy było warto?
Wiele zdradza tytuł płyty - "Heroes". Zwiastuje ogromny patos, który już na poprzednich albumach trochę odstręczał. Tylko, że pierwsze nagrania broniły się melodyką, niespotykanym wokalem w regionach power metalu. Najnowsze dokonanie Szwedów razi niedbalstwem artystycznym. Nie można zarzucić niczego produkcji, która minimalnie tuszuje ogromne niedociągnięcia w kwestii samej muzyki. Pierwsze cztery utwory można posłuchać bez większych obiekcji. Ot, niezobowiązujące dźwięki idealne na odreagowanie po ciężkim dniu. I tyle. Melodie, refreny są niesamowicie oczywiste, bo każdy utwór opiera się na schemacie znanym z "Carolus Rex". To nie zarzut, bo takie Bad Religion od 30 lat gra te same akordy. Jednak utwory pokroju "No Bullets Fly" czy "Smoking Snakes" sprawiają wrażenie tworzonych na siłę. Wszystko po to, by jakoś podtrzymać zapotrzebowanie na muzykę Sabatonu. Ciężko nagrać 7 albumów na równym poziomie. "Heroes" zwiastują ogromne zmęczenie materiału, które odbiorcę po prostu razi. Ok, to tylko cztery pierwsze kompozycje, które tworzą jeszcze słuchalną część płyty. Rzadko kiedy rzucam w próżnię podziękowania za ulotność chwil. Przy obcowaniu z kolejnymi utworami, nieraz złapałem się na tym, że autentycznie cieszę się, że materiał trwa jedynie 37 minut. Chciałbym zatrzymać się na dwóch piosenkach Szwedów, które niestety następują po sobie. Chodzi o "To Hell and Back" i "The Ballad of Bull" - dwa utwory definiujące kicz muzyczny. Nie wiem dlaczego te prawie osiem minut znalazło się na "Heroes". Nie wiem dlaczego ktoś narażał słuchacza na przyspieszone bicie serca, które wynikało, tylko i wyłącznie, z pogłębiającej się irytacji. "To Hell and Black" cechuje się wiodącą pracą gitary, która ma coś z nuty folkowej. I to tej najgorszej - knajpianej, która obok folkloru nawet nie stała. Tutaj pobrzmiewają echa twórczości Alestorm. Kolejny utwór to ballada power metalowa. I chyba wolałbym nawet falset i plastikowe miecze. "The Ballad of Bull" brzmi jak parodia własnego stylu. Jakby ktoś usilnie chciał pobawić w Joakima Brodena. Przypuszczam, że wokal miał brzmieć monumentalnie, dobitnie i wzniośle, ale wyszło katastrofalnie. Ujawnia się przy tym brak jakichkolwiek emocji, które mogły się rodzić w procesie tworzenia "Heroes". Album zrobiony na kolanach Szwedów biegających w spodniach moro. Kilka albumów wcześniej można byłoby wyróżnić pracę klawiszy, ale nawet one brzmią na nowej płycie Sabatonu parodystycznie.
Podsumowując, "Heroes" składa się z następujących elementów: znośny początek, dwa koszmarne utwory i końcówka, z której nic nie można zapamiętać. Ot, muzyczne tło do obserwowania pikników militarnych dla przerośniętych chłopców. Mam nadzieję, że sympatyczna ekipa ze Szwecji trochę zwolni tempo sztucznego nakręcania koniunktury na własną muzykę. Nie wypada serwować fanom takich płyt. Nawet w celach prześmiewczo-humorystycznych. Pewnie radykalni fani i tak przyjmą pozytywnie "Heroes", choć dawka tekstowego, jak i muzycznego patosu, może powalić nawet kombatanta na kolana. I to nie w celach dziękczynnych. W celach błagalnych.
Celowo nie wstawiłem linku na YT :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz